,
MŚ: łzy, strach i radość Adama MałyszaZ Ĺźycia Saszek
MŚ: łzy, strach i radość Adama Małysza
- Na skoczni popłakałem się. Ze szczęścia. Mnie szybciej łzy popłyną z radości niż ze smutku. Zawsze chciałem być sportowcem, który po skończeniu kariery nie będzie anonimowy – powiedział „Gazecie Wyborczej” czterokrotny mistrz świata Adam Małysz. - Jak trudny był ten powrót do złota? Był bardzo trudny. Cały czas mieściłem się w czołówce, ale zawsze czegoś brakowało. Miałem trzy niesamowite lata, kiedy zdobyłem trzy Puchary Świata, cztery medale MŚ i dwa igrzysk olimpijskich. Spodziewałem się, że kryzys przyjdzie. I cieszę się, że był taki słaby. Cały czas byłem w czołówce, raz na jakiś czas wygrałem konkurs. - Po moim drugim skoku zaskoczył mnie Kamil Stoch. Nie wiedziałem, co jest grane. Jeszcze miałem zapięte narty, jechałem na koniec zeskoku, a tu nagle coś na mnie wskoczyło! Wystraszyłem się! Patrzę - Kamil. Cieszę się, że Thomas Morgenstern i Simon Ammann wzięli mnie później na barana. To ważne dla mnie, że mnie docenili. Bałem się, bo w pewnym momencie myślałem, że spadnę. - Co myślałem sobie stojąc na podium? Już parę razy byłem w sytuacji, że grali mi hymn. I jak zawsze się wzruszyłem. Do płaczu zabrakło mało. Ale Ammann coś zażartował i mi przeszło. Trener Szwajcarów Bernard Schoedler powiedział: - Skoro Adama serce skacze, to i ciało będzie skakało. - Ja w ogóle, to szczególnie dziękuję Szwajcarom. Oni spowodowali, że przestałem się przejmować, a zacząłem bawić skokami, podchodzić do nich z radością. Zawsze pytali Andreasa Kuettela, czemu jest taki uśmiechnięty, nawet jak mu nie idzie. Odpowiadał, że trzeba się cieszyć z życia, bo nie wiadomo, jak długo ono potrwa. Próbuję tak podchodzić do tego. Na wesoło. Bardzo dużo osiągnąłem w skokach i czasem sobie myślę: po co mi te nerwy? Wiem, nie da ich się uniknąć. Presja i większa koncentracja jest na zawodach, ale do treningu i przygotowań trzeba podchodzić na luzie – zakończył nasz mistrz świata. |
Podstrony
|